- Spotkanie o Superpuchar Polski oglądało na Stadionie Narodowym nieco ponad 10 tysięcy osób
- To najgorszy wynik w historii meczów rozgrywanych na tym obiekcie. Dziś trybuny świeciły pustkami
- Wreszcie zakończyliśmy tę farsę. Bez kibiców Jagiellonii, bez Cezarego Kuleszy, bez atmosfery piłkarskiego święta
Nie lekceważmy samego Superpucharu
Od kilku lat nie mamy ligowego dominatora, który seryjnie zdobywałby mistrzostwo Polski. W sześciu ostatnich latach aż pięć różnych drużyn sięgało po ten tytuł. Identycznie jest z Pucharem Polski – co rok, inny zdobywca. W tym sześcioleciu tylko Legia potrafiła obronić mistrzostwo i tylko Raków potrafił dwa razy z rzędu sięgnąć po pucharowy triumf. Dlatego nie jestem zwolennikiem tego, by na Superpuchar Polski machać ręką. Traktować go z pobłażaniem godnym tytułu ucznia z najlepszą frekwencją w klasie. Tak wiele drużyn o dużych aspiracjach wkłada coś do gabloty raz na kilka lat, że nawet ten puchar trzeciej kategorii jawi się jako coś, co po prostu fajnie jest zdobyć. Gdyż zdobywanie czegokolwiek rodzi się w bólach.
Znam historię tych rozgrywek. W pierwszych siedmiu sezonach inauguracyjnych mecz o to trofeum rozegrano… raz. Wisła Kraków wystawiała na to spotkanie rezerwy, bo dzień wcześniej grała sparing z Liverpoolem. Próbowano starcie finałowe rozegrać w Suwałkach, ale ostatecznie nie dało rady. Wielki mecz gościły nawet Starachowice.
Tak, przez lata temu starciu brakowało prestiżu. Ale w tym roku naprawdę dało się go ograć narracją istotności. Z jednej strony Jagiellonia, która w całej swojej historii wygrywała cokolwiek tylko trzykrotnie (po razie – mistrz, PP i SP właśnie). A z drugiej Wisła Kraków, która spoczywa gdzieś na mieliźnie pierwszoligowej i każdy mecz-nie-pierwszej-ligi jest dla niej wydarzeniem. Może Superpuchar nie był jak zeszłoroczny finał Pucharu Polski, ale już jak jedna z tegorocznych rund europejskich pucharów?
Jasne, przy zdobyciu Superpucharu nie byłoby jazdy otwartym autobusem po Białymstoku czy Krakowie. Ale tak – ten mecz mógł mieć stawkę, mógł otrzeć się o miano święta, mógł mieć znamiona prestiżu. A wyszło… Nie wiem, jak to określić. Na cyrku bywa chociaż zabawnie i dzieciakom się podoba.
Jedna z najbardziej kuriozalnych sag XXI wieku
Gdybyś chciał, drogi czytelniku, opowiedzieć o drodze organizacji tego meczu, to nie dałbyś rady. Nawet ci, którzy śledzili ten cały proces najbardziej wnikliwie, mogliby się pogubić w niuansach. Czy na początku nie pasowało Jagiellonii? A może coś z Wisłą było nie tak? Jakie propozycje po dwóch miesiącach od pierwotnej daty rzucił PZPN? Dlaczego nie udało się zimą?
Matko z córką, czego my w tym galimatiasie nie mieliśmy… Kongres Świadków Jehowy. Targi Książki. Propozycja gry w Miami. Targi Wojska Polskiego. Propozycja gry podczas obozu w Turcji. Granie w Białymstoku. Albo w Krakowie. A tak w ogóle, to kto miał to pokazać – TVP czy Polsat. A jednak TV4. Bojkot wiślaków przez kibicowską Polskę. Film o Janie Pawle II. Bojkot Narodowego przez białostoczan. Bitwy Jarosława Królewskiego na Twitterze.
Zdaję sobie sprawę z tego, że nasze uniwersum piłkarskie potrafi dokazywać i jeszcze wiele przed nami, ale saga o Superpuchar Polski 2024 z miejsca ląduje na liście najbardziej absurdalnych historii XXI wieku. Tyle dobrego, że dziś to wszystko zamknęliśmy. Gorący ziemniak skończył swój żywot bycia przerzucanym. Zamknęliśmy najbardziej niechcianą imprezę tego sezonu.
Ale jakim kosztem?
Negatywny rekord frekwencji na Narodowym
To był przygnebiający obrazek. Trochę przypominający to, co oglądaliśmy za czasów szalejącego koronawirusa, gdy nie można było przekraczać pewnych limitów publiczności na stadionach. Z tą różnicą, że do tamtych obrazków sprzed pięciu lat potrzebowaliśmy globalnej pandemii, a wczoraj wystarczył tylko PZPN w roli organizatora meczu piłkarskiego. Swoją drogą – jest coś urzekającego w tym, że polski związek piłkarstwa źle zorganizował mecz. To trochę tak, jakby cukiernia zapomniała upiec pączków na tłusty czwartek. Kto ma organizować rozgrywki, jak nie… organ organizujący rozgrywki?
10 935 osób oglądało to widowisko na żywo. Nigdy wcześniej na meczu piłkarskim Stadion Narodowy nie zanotował tak niskiej frekwencji. Sparingi reprezentacji ze słabymi rywalami, okres zobojętnienia wobec polskiej kadry po rozmaitych aferach, finały Pucharu Polski z bojkotem… Żadna z tych sytuacji nie zbliżyła się nawet do wyniku frekwencyjnego na tegorocznym Superpucharze Polski.
Skoro PZPN nie rozumie tych krytycznych dziennikarzy czy zażenowanych kibiców, to może przemówią mu do rozsądku liczby. “Negatywny rekord frekwencji” – wystarczy zamienić kilka liter i wychodzi to, czego spodziewał się związek. Czyli “piłkarskiego święta”. Tak, tak – PZPN do końca liczył, że jednak nie wyjdzie z tego marketingowo-sprzedażowy blamaż. Odkładanie, przekładanie, szukanie, przyspieszanie, by na koniec zrobić to kompletnie na łapu-capu.
Poszukajmy pozytywów Superpucharu
Po tak depresyjnym widowisku warto spróbować – choćby dla ćwiczenia umysłu – poszukać w tej całej sprawie jakichś pozytywów.
Po pierwsze – sam mecz był całkiem niezły. O ile lepiej by się go odbierało, gdyby wokół panowały normalne warunki.
Po drugie – afera grzała w roku wyborczym na prezesa PZPN. Trudno będzie ją zamieść pod dywan, gdy za trzy miesiące rozstrzygnie się przyszłość tego, kto będzie kierował polskim futbolem. Cezary Kulesza siłą rzeczy będzie musiał się rozliczyć z doprowadzenia do Superwstydu na Narodowym.
Zobacz także: Publiczne wsparcie klubów sprzeczne z prawem (VIDEO)
Po trzecie – po raz kolejny świat pokazał, że prokrastynacja się nie opłaca. Ludzie, którzy odkładają wszystko na bliżej nieokreślone “później”, dostali ważną nauczkę. – Nie chcesz być jak PZPN? Wolisz nie najeść się wstydu przed całą Polską? Zatem skoro musisz zrobić coś w tym roku, to nie odkładaj tego na rok kolejny!
I czwarte – to wreszcie jest za nami. Segregator z notatkami “Superpuchar Polski 2024” można odłożyć do archiwum. Nie ukrywam, że ta afera była wdzięcznym tematem do żartów, natomiast w pewnym momencie zrobiła się już zwyczajnie męcząca.
Ufff, mamy to już odhaczone. Na szczęście już w lipcu wchodzi on. Cały na problemowo. Superpuchar Polski 2025!
Komentarze